Animatrix
“Matrix” bez wątpienia był milowym krokiem w tworzeniu filmów i efektów specjalnych, nic więc dziwnego, że prodcenci wyszli poza szlaban filmu i zrobili z niego bajkę o nazwie “Animatrix”. Jest to zestaw dziewięciu wspaniałych opowieści o świecie osadzonym w realiach Matrixa – rzeczywistości wykreowanej przez maszyny, by mogła spokojnie i bez przymusu kontrolować narodziny ludzi, którzy byli dla maszyn niczym więcej jak tylko bateriami. “Animatrix” jest poniekąd kontynuacją pierwszej części, ale może też funkcjonować jako autonimiczna historia, a właściwie historie, ponieważ zawarte w nich fabuły opowiadają nie tyle o kolejnych perypetiach między Neo a Trinity, a dotyczą całego Matrixa. Tak więc pierwsza opowieść dotyczy innego statku, który kryjąc się przed maszynami, odkrywa, że maszyny odnalazły Syion i przekopują się do niego, a Syion jest ostatnim ludzkim miastem, znajdującym się blisko jądra Ziemi, czyli tam, gdzie jeszcze jest ciepło. Informacja ta pomoże ludzkości przygotować się do walki, która jednak z góry jest wygrana przez maszyny. Kolejna historia opowiada o przeszłości, czyli o tym, jak to się stało, że ludzie zaczęli wojować z maszynami, które sami stworzyli. Widzimy jak bardzo zachłanni i aroganccy mogą być ludzie w stosunku do niższych od siebie gatunków. Jednak z czasem, gdy maszyny zyskały logiczne tryby inteligencji, co znaczyło tyle, że mogą samodzielnie myśleć, zaczęły się buntować, tworzyć własne społeczności. Ludziom nie podobało się, że maszynom wiedzie się lepiej od nich, że nie męczą się, że pracują i ich społeczeństwo znajduje się w lepszym położeniu. Dlatego wywołują z nimi wojnę. Walki trwają bardzo długo, a zwycięzcy ciągle nie widać. Najgorsze jednak dopiero przed ludzkością, która postanawia użyć ostatniego asa, jaki miała w rękawie. Maszyny zasilały się głównie słońcem, więc ludzie wpadli na pomysł, by przesłonić niebo grubą wartstwą dymu. I ruszają do boju. Początkowo idzie im dobrze, maszyny padają jedna po drugiej, jednak z czasem też i komputerom wiedzie się coraz lepiej. Ludzie zaczynają dostawać po swoich najcenniejszych bazach, ginie coraz więcej ofiar, aż zdają sobie sprawę, że stoją na przegranej pozycji. Wojnę przegrywa ludzkość, a ostatni przedstawiciele naszego gatunku postanawiają zawrzec pokój. Ale maszyny już wtedy nie chcą pokoju, tylko rewanżu za wszystkie wyrządzone im krzywdy – organizują własny kodeks, konstytucję i prawa, które nie pozwala współżyć z ludźmi. Dlatego wykorzystują ich jako główne pole zasilania. Ludzie rodzą się w słoikach, dając przez całe swoje życie energię i takimi też umierają, podłączeni do Matrixa.
Tagi: Animatrix, bajki, dzieci, fabuła, film, Matrix, Neo, rozrywka, Syjon, telewizja, Trinity, wyobraźnia, zabawa
Na świecie istnieje wiele technik animacji, które wykorzystywane są w produkcji filmów przeznaczonych dla młodszych widzów. W Polsce za początki animacji uważa się czasy po drugiej wojnie światowej, a konkretnie bajki pod tytułem "Za Króla Krakusa", której reżyserem był Zenon Wasilewski. Premiera bajki odbyła się w 1947 roku. Zdecydowanie najsłynniejszym polskim studiem odpowiedzialnym za animacje był Semafor. Jego siedziba znajdowała się w Łodzi i właśnie tam powstawały filmy animowane, do tworzenia których używano wszelkich metod. Od rysunkowej, do wycinankowej, lelkowej czy kombinowanej. Jedne z popularniejszych to "Miś Colargol" czy "Miś Uszatek". Jednym z najbardziej popularnych filmów animowanych w poprzednich latach był zdecydowanie "Tango" z 1980 roku. Jego produkcją zajął się Zbigniew Rybczyński, a nagroda dotyczyła kategorii Krótkometrażowego Filmu Animowanego. Nie tylko za to Semafor otrzymał Oscara. 2008 rok upłynął firmie pod znakiem otrzymania nagrody za produkcję "Piotruś i Wilk" . Studio Filmów Animowanych z siedzibą w Krakowie to jednak jedne z najbardziej zasłużonych na naszym terenie. To właśnie stąd wyszły tak znane produkcje jak "Reksio" czy "Bolek i Lolek". W dzisiejszej erze animacji komputerowej sukcesami może się pochwali łódzkie Anima-Pol czy Marek Serafiński, którego siedziba znajduje się w Warszawie. Najbardziej znanym grafikiem komputerowym w obecnych czasach w Polsce jest Tomasz Bagiński. Jego talent został zauważny na całym świecie, gdy jego animacja została nominowana do Oscara. Była to animacja zatytułowana "Katedra".
Animacja do niej została wykonana tylko przez niego, nikt mu w tym nie pomagał. Jej historia dotyczyła pewnego starszego człowieka, który stąpał po wyniszonej Ziemi, w czasach, gdy słońce już powoli gasło. Człowiek ten po raz ostatni podziwał jego wschód, zanim znalazł się w tytułowej Katedrze, gdzie pod wpływem światła stał się jedną z wielu kolumn. W ten sposób wypełnił swoje przeznaczenie. Inna, bardzo popularna historia w reżyserii Tomasza Bagińskiego to "Sztuka spadania", której akcja dzieje się na jednej z wysp Pacyfiku. Tam właśnie zostali wysłani zasłużeni żołnierze, którzy zrobili wiele dla kraju, ale postradali rozum i dowództwo nie wiedziało, co z nimi zrobić. Postanowili zatem zamknąć w jednym miejscu, gdzie każdy z nich może zajmować się swoim wyimaginowanym hobby. Dla jednego z nich to będzie bieganie, dla kogoś pisanie sztuki lub fotografia. Jednak dla jeszcze kogoś innego, będzie to sztuka pięknego spadania. Polska animacja jest bardzo niedoceniana na świecie, a Tomasz Bagiński jest jedną z osób, które mogą to zmienić.
Bajka o dziwnym tytule i bohaterze “9″ opowiada o tym, co może się stać, jeśli wykorzystamy maszyny w niecnych celach. 9 budzi się w domu przy zmarłym staruszku. Dom to właściwie pozostałości po tym, co z niego zostało – ruina stojąca na jednym filarze. Nie wiedząc, kim jest, ani co się dzieje wychodzi na zewnątrz, a wtedy odkrywa, że świat wygląda jak po kolejnej, ciężkiej wojnie światowej. Wszystko jest zrujonowane, zniszczone miasta ciągną się po horyzont, a niebo przesłonięte jest grubą warstwą dymu i kurzu powstałego z niekończących się zgliszczy. 9 wychodzi na zewnątrz, rozglądając się za jakimikolwiek oznakami życia. Wszystko jednak wygląda na to, iż życie na planecie Ziemia dobiegło końca, ponieważ jedyną postacią, jaką spotyka, jest podobna do niego kukiełka. Tak jest – 9 to kukiełka o skomplikowanym mechanizmie, która z czasem dopiero odkrywa, że jest zdolna mówić. A właściwie nie odkrywa, a jej nowy towarzysz dokręca jej sprawny aparat mowy. Nawet ta druga kukiełka nie ma pojęcia, co się stało, ale jedyne, czego jest pewne, to unikać bezwzględnych, morderczych maszyn, stworzonych na kształt psa czy innego drapieżnika. Jedna taka właśnie atakuje tę dwójkę i niestety nowemu towarzyszowi nie udaje się uciec. 9 cudem uchodzi z życiem i kontynuuje swoje poszukiwania, aż trafia na gromadkę podobnych do niego. Gromadka po dłuższym poznaniu okazuje się ukrywać przed zagrożeniem czyhającym na każdym rogu. Tak zadecydował ich przywódca i właśnie to zamierzają robić, jednak główny bohater przekonuje ich, że to nie jest sposób, by znaleźć wyjście z tej sytuacji. Jako że jeden z nich został zabrany na pustkowia, do mrocznej fabryki, 9 postanawia wyruszyć z odsieczą i przy okazji dowiedzieć się, co się stało ze światem. Podróż jest bardzo ryzykowna i niebezpieczna, ale udaje mu się to połownicznie, ponieważ traci kolejnego kompana. Jednak dzięki dotarciu do źródła dowiaduje się, co wydarzyło się w przeszłości i dlaczego na planecie nie ma żadnego człowieka. Okazuje się, że pewien wynalazca wyprodukował super inteligentną maszynę, która jednak nie była groźna, nie stanowiła zagrożenia dla ludzkości, jednak rząd postanowił wykorzystać ją do swoich celów, odbierając ambitnemu naukowcowi dzieło jego życia. Maszyna buntuje się przeciwko człowiekowi i organizuje własną armię, która wytacza rodzajowi ludzkiemu wojnę, której skutkami jest wyniszczenie ludzkości z powierzchni ziemi. A 9 może przywrócić porządek.
Historia animacją pisana, czyli kilka słów o studiu animacji “Pixar”. Studio pod inną nazwą istniało jeszcze długo przed pojawieniem się ich pierwszej bombowej animacji pod tytułem “Toy Story”. Właściwie, pierwszy właściciel ambitnej firmy, chciał wyprodukować ją jako krótkometrażową historię o negatywnych bohaterach. Gdy dowiedział się o zmianach, jakie wprowadzili jego podwładni, wściekł się i zamknął projekt, który potem odkupił jeden z właścicieli komputera Apple, Steve Job. Firma była na skraju bankructwa – wycofali się fundatorzy, więc nowy szef musiał dokładać z własnej kieszeni. Trwało to długo, ale ambitny producent ciągle wierzył w magię kina animacyjnego. Dopiero w 1994 roku podczas długich, żmudnych i oczyszczających rozmowach między fundatorami, a pracownikami studia Pixar wznowiono produkcje nad historią o dwóch skłóconych ze sobą zabawkach, czyli “Toy Story”. Rozpędu nabrały pierwsze postaci, którym głos użyczył sam Tom Hanks oraz Tim Allen. Pozostało jeszcze tylko wprowadzić kilka zmian, zmienić nieco target (odbiorców docelowych) i po dłuższych modyfikacjach wprowadzono film do kon. Efekt był niesamowity. Z pozoru prosta bajka przyniosła wpływy prawie pół miliarda dolarów. Nowatorkie podejście było wpisane w każdy szczegół przebojowej produkcji – technika, niesione z akcją treści, wyraźnie zróżnicowana grupa odbiorców, nowa kategoria humoru. Trzy nominacje do Oscara i liczne nagrody za zrewolucjonizowanie rynku animacji rysunkowych mogą tylko potwierdzić te słowa. Następne lata przynosiły same sukcesy rozrastającej się firmie. Wiele czasu upłęło twórcom pod znakiem wojny z konkurencyjną firmą DreamWorks. Pierwszym wyraźnym ku temu znakiem był rok 1998, kiedy to Pixar wypuścił do kin “Dawno temu w trawie”. Historia opowaidała o sympatyczej mrówce, która uwielbiała wynalazki. Opowieść była zabawna, odbiorcy dotyczyli zarówno starszej jak młodszej grupy, a przede wszystkim historia była oryginalna. DeamWorks miał większe finanse i mógł sobie pozwolić na wyprodukowanie konkurencyjnego, podobnego do “Dawno temu w trawie” histori o “Mrówce Z”. I tak zaczął się wyścig, który trwał bardzo długo. Już następna produkcja “Potwory i spółka” zapowiadała kolejny zgapiony pomysł twórców DreamWorks. Okazało się, że w fazie produkcji w momencie wypuszczenia “Potworów” konkurencyjna firma opiekowała się “Shrekiem”. Taki stan rzeczy trwał jeszcze długo i długo, a Pixar coraz bardziej wyróżniał się oryginalnością w tym wyścigu, do czasu jednak, aż DreamWorks postanowił kopiować pomysły ze starych filmów, na co Pixar wcześniej nie wpadł. Rywalizacja, chociaż nie tak widoczna, trwa do dzisiaj.
Robocik bardziej ludzki od ludzi pozostawiony samemu sobie na niekończącej się misji oczyszczenia śmietniska o nazwie Ziemia. Bez misyjnego patosu i wzruszeń sztucznego aktorstwa. Poznajcie WALL-E-go.Rozkład dnia WALL-E-go jest prosty. Zaspany po nocy ładuje swoją słoneczną bateryjkę. Jedzie na nowojorski Manhattan posprzątać. A że świat przedstawiony jest jako jedno wielkie śmietnisko, sprzątania jest dużo. Skąpane w słońcu wieżowce sąsiadują z olbrzymimi stosami śmieci, które WALL-E zgniata w kostki i układa je. I tak cały dzień. Tak został zaprogamowany, takie jest jego monotonne fatum. Wśród zylionów ton bezużytecznych rupieci odnajduje ciekawe dla siebie przedmioty – pudełko po pierścionku, łyżeczkę, kostkę Rubika, działającą żarówkę, zapasowe gąsienice dla siebie. Same ciekawostki. Przed zmierzchem wraca do swojej przyczepy, przegląda zebrane dzisiaj skarby i chroni się przed burzą piaskową wraz ze swoim tresowanym robaczkiem. Do snu włącza soundtrack z ocalałej kasety. Smutno-wesoła egzystencja samotnego sprzątacza zatoczyła kolejne dwudziestoczterogodzinne koło. Ludzi nie ma – uciekli, zostawiając całe rzesze podobnych robotów, by posprzątały (pozostał tylko WALL-E), a oni w tym czasie raczą wakacjami w skomputeryzowanym statku kosmicznym. Aż pewnego dnia wysyłają EVĘ, ambitnego robota, by sprawdziła, czy jałowe warunki na Ziemi zmieniły się na tyle, by można na nią wrócić.
“Shrek Trzeci” to kontynuacja przygód sympatycznego ogra. Film roztał wypuszony do kin 18 maja w 2007, jednak jego polska premiera odbyła się nieco później – dwudziestego dziewiątego czerwca tego samego roku. Opóźnienie to wynikało z poślizgiem w montowaniu polskiego dubbingu. Scenariusz do trzeciej części tej kultowej już animacji napisał J. Zack, J. Price oraz P Seaman, a jego reżyserią zajęli się Chris Miller oraz Raman Hui. Fabuła przedstawia się bardzo zwyczajnie, przynajmniej z początku. Ojciec Fiony, król zamieniony w żabę, jest śmiertelnie chory i prawdopodobnie niedługo odejdzie. W tym czasie Shrek wraz z Fioną przejęli kontrolę nad królestwem Zasiedmiogórogrodu, a gdy właściwy król rzeczywiście odchodzi do nieba, Shrek musi przejąć po nim tron. Jest mu to bardzo nie na rękę i dlatego decyduje się odnaleźć trzeciego prawowitego króla tronu – niejakiego Artura, który, jak się okazuje, jest jeszcze dzieckiem i uczy się w oddalonym w innych krajach liceum. Shrek, Osioł i Kot w Butach, jego wierni przyjaciele, wyruszają w podróż, by odnaleźć Artura i sprowadzić go na tron, czyli tam, gdzie jest jego miejsce. W tym samym czasie Książe z Bajki organizuje zamach na królestwo Zasiedmiogórogrodu, ponieważ uważa, że to właśnie jemu należy się tron. Atakuje królestwo z wszystkimi czarnymi charakterami, jakie uda mu się po drodze znaleźć i zdobywa to, co swoje, a Fionę i jej koleżanki wtranca do lochu. W tym czasie Shrek ze swoimi przyjaciółmi docierają do liceum i odnajdują młodego króla Artura. Początkowo dzieciak jest wniebowzięty, gdy dowiaduje się, że ma zostać królem, jednak w drodze powrotnej dociera do niego, jakie obowiązki go czekają i żąda powrotu. W wyniku starcia okręt rozbija się na wyspie, zamieszkałej głównie przez Czarodzieja Merlina, który jest zwariowany, samotny i bardzo dowcipny. Za namową Shreka i Artura wysyła ich przy pomocy czarów na teren Zasiedmiogórogrodu, jednak w wyniku błędu Osioł razem z Kotem w Butach zamieniają się ciałami, co doprowadza do mnóstwa śmiesznych gagów. W tym samym czasie Fiona wraz ze swoją mamą, aktualną królową, i jej koleżankami wydostają się z lochów i pomagają oswobodzić Zasiedmiogórogrod z tyranii księcia z bajki, jednak Shrek wpada w pułapkę i trafia do teatru, w którym Książę z Bajki zamierza zabić go na oczach wszystkich mieszkańców. Jednak wtedy Artur postanawia zapanować nad sytuacją.